Środa.

Od południa-lub-troszkę-po narastała we mnie ochota na klasyczny obiad. Młode ziemniaczki posypane koperkiem, żółta fasolka szparagowa, jajko sadzone. Fakt, pomysł ewoluował w międzyczasie, ale taka będzie jego ostateczna wersja. Mało tego! Jak mi się zamarzyło, tak się stanie! Nie odpuściłam, nie zrezygnowałam, nie poszłam na łatwiznę.
Idąc na targ po warzywa, zmokłam. Zimne krople deszczu wsiąkały w moją cieniutką koszulkę, bezlitośnie i dokuczliwie kując przyzwyczajoną do słońca i upału skórę. A jednak! Poszłam, kupiłam… Ziemniaczki gotują się, wesoło pobrzękując pokrywką garnka. Tuż obok raźno bulgocze fasolka. Będzie pysznie, mniam!

Ciesząc oczy widokiem kolorowego obiadu, czując te wszystkie smakowite zapachy, nabieram też ochoty na kolejne przyjemności.
Zastanawiam się, jak silny tym razem będzie zryw mojej aktywności, jak długo utrzyma się moja chęć działania – jakiegokolwiek, mniej czy bardziej pożytecznego, ale działania. Zmęczona wciąż i wciąż słabym samopoczuciem, zbyt dużą ilością snu na zmianę z kompletną bezsennością, kłopotami z apetytem, myślami, brakiem chęci do życia… tak, zmęczona.
Mam dość bycia zmęczoną.
Żyć, żyć!
Czytać, podróżować, szaleć, kochać każdy nowy dzień!
Kolorować świat wokół na wesoło!
Może to już czas?
Może to już ten moment?
Może wreszcie?

Poproszę.
W końcu sama jestem sobie kucharką, głodomorem, krytykiem kulinarnym.
A skoro tak to… hop!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Błoto?

Poślizgnęłam się na czymś, gdy skręciłam w moją bramę.
Moja nadzieja, że to było błoto, osiągnęła rozmiar oceanu.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Odzyskanie.

Zadałam sobie trochę trudu.
Nie pamiętałam loginu, nie pamiętałam hasła, nie pamiętałam adresu e-mail ani hasła do skrzynki.

A jednak udało mi się tutaj dostać.
Wszystko po to, żeby zanotować jakąś luźną myśl, która dawno zdążyła uciec.

Nie szkodzi.
Może przyjdą inne?

Może będą lepsze, a może po prostu bardziej tłuste, konkretne, takie, co to zostają na dłużej, rozpychają się w głowie i nie da się ich wyrzucić bez solidnej dźwigni.

Może…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Samopoczucie.

Czuję się kolczasta.
Podśpiewuję, choć mam łzy w oczach, a gardło boli tak, że ledwie mówię.
Myśli wróciły. Początkowa panika minęła, wchodzę w fazę akceptacji.

Potrzebuję przytulenia.
Tylko kto by przytulał pokrzywy?

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Krokusy.

Śniłam dziś o krokusach.
Stałam w Dolinie Chochołowskiej, patrzyłam na Kominiarski Wierch wciąż upstrzony bielą śniegu, a pod moimi stopami rozpościerał się krokusowy kobierzec. Czułam chłód, na twarzy powiew wiatru.
Cisza.
Cisza.
A później głos, który wołał mnie po imieniu. Odwróciłam się szybko, ale za mną nie było nikogo. Tylko krokusy.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

*

Mam fazę na gitarowe piosenki i kiwanie główką niczym piesek na podszybiu.
Zupełnie nie wiem, skąd ta myśl, ale tak wyszło, że trzeba było zapisać.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wymuszenie.

Bardzo chciałam wrócić do pisania i podobno byłoby to dla mnie wyjątkowo korzystne, gdybym się w końcu zdecydowała. Można nawet powiedzieć, że dla takich osób jak ja, czy też dla mnie w szczególności, pisanie jest ZALECANE. Aż się prosi o notki na zasadzie „Kochany Pamiętniczku!”, o zdawanie relacji, zrzucanie nadmiaru myśli i emocji. Problem w tym, że w ciągu dnia przez moją głowę przemyka kilkanaście notek, idealnie dopracowanych, doskonałych w formie i nawet zawierających jakąś w miarę sensowną treść, ale kiedy tak jak teraz mam możliwość dokonania zapisu – pustka. Choć może nie do końca.
Są emocje. W dużych ilościach. Podobno powinnam próbować je nazywać, co ułatwi mi uporanie się z nimi, stanięcie twarzą w twarz. Szkoda, że to nie działa aż tak łatwo.
Gdyby wystarczyło umieć coś nazwać, byłabym prawdziwą czarodziejką. Poszukałabym wtedy szczęścia w którejkolwiek wersji tego świata lub w jednym z tych innych. Na pewno bym znalazła.
Niestety, nie ma tak łatwo.
Jestem skazana na siebie, taką, ot, no właśnie… słów szkoda, na swój świat, tą jedną wersję oficjalną.

Za dużo wszystkiego, za razem za mało.
Przesada i niedosyt.
W końcu jestem kompilacją sprzeczności.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Mniam!

Dieta zmienia smak. Kto by pomyślał, że kawa staje się słodka od dużej ilości ciepłego mleka, a cukier czy słodzik stają się doskonale zbędne.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Lenistwo.

Jest taka niepojęta sprzeczność w naturze lenia, że jego myśli pracują bardzo intensywnie, wysyłając go do zadań na miarę Heraklesa, ale ciało nijak nie ma chęci zwlec się z kanapy.
Marzę o porządku w mieszkaniu, ale ubrania nie chcą poskładać się i pochować do szafy od samego patrzenia na nie, podobnie nie zmywają się naczynia, a kurzu uparcie przybywa zamiast ubywać. Czas ucieka i znów go zabraknie, a ja obudzę się z ręką w nocniku, zakurzonym, oczywiście.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Góry.

Góry mają to do siebie, że choć wypompują z człowieka całą możliwą energię, łącznie z tą, z której istnienia nawet nie zdajemy sobie sprawy, to pozwalaja odżyć, zrelaksować się, umocnić wewnętrznie. Specyficznego charakteru górskiego wysiłku niczym nie da się zastąpić. Ból, pot, krótki oddech – wszystko to w górach odczuwa się inaczej niż w naszych płaskich, betonowych miastach.

Góry pachną i smakują inaczej. Inaczej brzmią. Z pewnością to wszystko jest uwarunkowane chemicznymi i fizycznymi własciwościami, ale ukojonej duszy kompletnie to nie interesuje. Liczy się tylko faktura górskich kamieni i miękkość ściółki, chłód powietrza, słony smak oblizywanych warg.

Tylko w górach świat szumi tak cichutko i tkliwie za razem.

Mam nadzieję, że wrócę tam niedługo, znów poczuć to, czego nie potrafię wyrazić słowami.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj